Fan fantastyki oraz science-fiction. Wielbiciel komiksów. Wychowany na Gwiezdnych Wojnach, oraz komiksach kradzionych kuzynowi.

„Ant-Man i Osa” na osi czasu MCU znajdują się pomiędzy „Wojną Bohaterów” i trzecią częścią „Avengresów”. Scott odlicza godziny do zakończenia aresztu domowego po swoim popisie na lotnisku w Niemczech, a Hank i Hope kombinują jak wkroczyć do świata kwantowego i uwolnić z niego Janet van Dyne, czyli pierwszą Osę.

Oczywiście życie nie jest takie kolorowe i pojawiają się utrudnienia np. w postaci gangu zainteresowanego technologią Hanka, czy główny antagonista – Duch.

Trzeci tegoroczny film Domu Pomysłów jest o wiele lżejszy w odbiorze, a postać antagonisty jest umotywowana w zupełnie inny sposób, gdyż paliwem napędzającym jej działania jest chęć powrotu do zdrowia, a nie wyczyszczenia połowy wszechświata / uzbrojenia rzeszy ludzi / [wstaw cokolwiek wychodzącego poza granice miasta].

Historia w filmie prowadzona jest dosyć schematycznie. Mamy momenty budujące atmosferę, aby za moment nastąpiła chwila rozprężenia, przez co cały czas coś się dzieje, ale z drugiej strony nie czuje się napięcia w związku ze zbliżającym się końcem filmu.

Postac Ducha została kapitalnie zrealizowana. Dobrze umotywowana, z krótkim i sensownym origin story, które niektórych może przyprawić w współczucie, a przy tym wszystkim wygląda super i ma bardzo efekciarskie zdolności.

Zdecydowanie mocną stroną filmu są sekwencje walki. Tutaj potencjał zdolności głównych bohaterów i ich przeciwnika został wykorzystany w pełni. Starcia w których osoby biorące udział co chwila są innych rozmiarów albo przenikają się przez siebie są po prostu miodne. Pamiętacie bliźniaków z „Matrix: Reaktywacja”? To już mniej więcej wiecie czego się spodziewać.

Kolejną rzeczą, która wypada kapitalnie jest humor. Nie wiem czy Paul Rudd był w głowach scenarzystów od kiedy projekt był w fazie planowania, ale nie zdziwi mnie jeśli okaże się to prawdą. Człowiek jest stworzony do tej roli, gagi wypadają naturalnie, a całość jest lekka w odbiorze, czyli taka jaka powinna być.

„Ant-Man i Osa” to film inny niż te do których Marvel nas już przyzwyczaił. Akcja, zagrożenie, ogólna skala – wszystko jest mniejsze (zresztą jak sam główny bohater). Jest to przyjemny film, ale film familijno-komediowy, który jakoś tak wyszło, że miał miejsce w świecie superbohaterów. 

PS. Film warto obejrzeć chociażby dla sceny w szkole.